2012-01-28
Praktyki za mną. Wyjątkowo dziwne było te 9 dni - niby nic nowego, a opuściłam placówkę z głową pełną przemyśleń, jak nie powinno się traktować ludzi. I jak ludzie nie powinni traktować rehabilitacji. Madame White Power spowodowała, że zaczęłam ciepło mysleć o punktach edukacyjnych, które wzorem lekarzy mamy w przyszłości rozliczać co kilka lat. Dla niej wskazane byłoby niekoniecznie krótkie szkolenie z zakresu szacunku dla autonomii człowieka, proksemiki, szacunku dla prywatności i na dokładkę kurs "Student przychodzi na praktyki, bo chce się czegoś nauczyć, nie po to, by robić Pani na złość". Choć i tak pobiła ją pacjentka, która pogardziła moim
indywidualnym podejściem, wybierając
zestaw na lędźwia. Wszak zestaw ten, jak
magnetronic - jest dobry na wszystko!
Reszta kwestii związanych z fizjoterapią oscyluje wokół zaliczeń i egzaminów, zadań domowych od Pana docenta Skala-VAS-powinna-być-w-milimetrach, których nie można było zadać przez cały semestr, tylko teraz, gdy każdy chce się uczyć do sesji, ewentualnie różnych aplikacji kinesiotape'u (dwurożna macica u A ;p). Nuda, powiadam Wam.
Wraz z Kolebką i Czytelnikiem zapłaciliśmy tym sępom z przemysłu filmowego, by obejrzeć amerykańską interpretację przygód Lisbeth Salander (swoją drogą, dostałam na twarzoksiążce zaproszenie do bojkotu wszelkich wydawców poprzez zaprzestanie kupowania oryginałów - w tygodniu, gdy byłam w kinie, zrobiłam ciasteczka z oryginalnej książki, oczekuję na pewną płytę pewnej świetnej pani, którą dostanę dzięki Czytelnikowi - kliknięcie
join przebiłoby nawet hipokryzm Pani mgr Pewne-ciasteczko-z-reklam-TV). Lecz do sedna. Film przyjęłam dość pozytywnie, nawet ściągnęłabym go do ponownego seansu bez akompaniamentu mlaskających i siorbiących widzów kinowych, no ale Daniel Craig poczułby się okradziony, prawda? Dość pozytywnie, bo ogólnie mi się podobało, wciągnął mnie, choć emocje, jakie budzi książka nijak mają się do tych z fotela w CinemaCity (
edit: czytam to zdanie ponownie i zastanawiam się, co autor miał na mysli.. Więc tak: książka wzbudza we mnie większe emocje, niż film, toteż w zdaniu tym należałoby zamienić miejscami
książkę z
fotelem ;p). Z tego po prostu nie da się zrobić wystarczająco dobrego filmu.
A w temacie książek: wczorajsze zakupy jedzeniowe zaowocowały 12. tomem
Plotkary: Zawsze będę Cię kochać. Nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć tego zakupu :) Chyba sentyment.
Do nauki! Przerwa na wszamanie obfitego i tłustego posiłku oraz spłodzenie nowej notki na bloga dobiegła końca. Wracam do porywających artykułów odnośnie rehabilitacji osób z ZZSK. Jeszcze tylko 3 dni, tylko 3 dni..
2012-01-21
.. po 10 miesiącach mniej lub bardziej płomiennego romansu z tumblr'em.
Nie żałuję, choć minimalistyczna forma wspomnianego serwisu nie sprzyja oczyszczaniu umysłu z ociekających ironią myśli :) Na
plus warto wymienić prostotę obsługi, dobrze rozwiązaną kwestię komentarzy (i tu pytanie do czytelników - zostawić standardowe komentarze blog.pl, czy zaadaptować komentarze disquis? Dla niezaznajomionych - istnieje możliwość ukazania swej tożsamości logując się do fejsbuka, gógla i jak dobrze pamiętam open ID też jest obsługiwany. A dla wiecznie anonimowych hejterów pozostaje opcja 'nie ujawnię się, będę sądzić, że nigdy nie dowiesz się kim jestem, więc napiszę kilka miłych słów od siebie' ;p). Na
minus - wspomniany już wcześniej minimalizm, brak polskich liter w najbardziej sensownych czcionkach i przy próbach interwencji użytkownika, rozjeżdżający się layout. Nie są to drastyczne niedociągnięcia i przy odrobinie poświęconego czasu wszystko da się
ogarnąć.
Kwestie oczyszczania będą teraz stałym tematem moich wpisów. Szczegóły poznacie wkrótce.
Z przemyśleń wczorajszego dnia:
1) Absolutnie nie godzi się, aby na zaliczenie wysyłać Pana mgr Rodem z Orkiestry pod krawatem, w dopasowanej koszuli. Absolutnie. To tak, jakbym przyszła w dobrze skrojonej małej czarnej i pończochach na egzamin do dowolnego męskiego osobnika na mojej uczelni. Nie rozpraszajmy się wzajemnie, bardzo proszę.
Samo zaliczenie z pewnością pozostanie w pamięci, dzięki słowom:
Pierwsze ostrzeżenie!, tak często rzucanym w dość przypadkowe osoby ;D Panie magistrze, lubię to!
2) Sprawiedliwym jest jedynie to, co pozwoli mi nie robić nic. Każda inna opcja, to pogwałcenie mojego wrodzonego prawa do bycia czyimś pasozytem. Czyli porannego losowania kiepskie efekty. Już kiedyś prześmiewałam na tym blogu postawę życiową mojej koleżanki z grupy, obiecując pewnie, że już więcej w tej
kwestii wypowiadać się nie będę. Odwołuję to - będę i to dużo :D
3) Lubię - i to bardzo - mojego Czytelnika.
* Gdyby ktoś poczuł się urażony wybranym dla niego pseudonimem blogowym - proszę o kontakt, wszystko da się załatwić przy kawie i muffinie.
** Proszę o poprawianie moich błędów ortograficzych, interpunkcyjnych, stylistycznych, wiecie jak bardzo ranię język polski, choć nie robię tego umyślnie.
*** Co to poprawności językowej, proteza może być cementowana, nie cementowa. Ale już bezcementowa jak najbardziej. Za krótki wykład na ten temat, zaserwowany nam w trakcie egzaminu licencjackiego dziękuję Panu doktorowi (szukamy pseudonimu!) :)
**** I w ten sposób wracam do intensywnego blogowania, przynajmniej do czasu, gdy SOPA, PIPA i inne ACTA zmuszą nas do milczenia.