Dzień z życia niedzielnego rowerzysty

5:00 – budzik – dzwoni, lecz nie przekonuje. Daję mu kolejną
szansę za 3 min. A potem  4 kolejne
szansy..

5:15 – za oknem piękny, pochmurny, lodowaty i deszcz
zwiastujący poranek! No tak, dziś znów rowerem na praktyki.

6:00 – zimno mi, co ja mam na siebie założyć? Miło, że nie
pada, może bluza wystarczy.

6:23 – wyciągam rower z ukrycia, poprawiam żelowy poddupnik,
który i tak nic nie daje, wychodzę na pole. Fuck, bluza to za mało, brrrr!

6:25 – kontrola godziny, nie ma szans na przebranie się w
coś cieplejszego. Wskakuję na rower, może szybka jazda mnie rozgrzeje.

6:28 – raju, ludzie, kto wam dał prawo jazdy!?

6:29 – okej, postoję jeszcze chwilkę na tym przejściu dla
pieszych i wymuszam pierwszeństwo..

6:30 – brawa dla pana kierowcy autobusu za zdjęcie nogi z
gazu i przepuszczenie mnie.

6:34 – co się tak tłucze?

6:39 – powiew wiatru na wiadukcie cofa mnie o 2 metry.

6:40 – to stukanie jest nieco niepokojące..

6:42 – ostatni podjazd, ostanie wiadro potu na plecach – już
współczuje moim pacjentom.

6:45 – i którędy powinnam jechać? Ulicą się nie da, bo w
Swoszowicach wszelkie kodeksy ruchu drogowego nie funkcjonują, podobnie jak
zdrowy rozsądek. Chodnik – ha, ha, ha, nieco dziurawy, nieco.. Dzięki wielkie
za trawnik.

6:46 – dafuq!?

6:47 – złapałam gumę!?

6:48 – osz fak, złapałam gumę..

6:50 – parkuję rower przed Uzdrowiskiem, 3 min zabawy z zapięciem,
szybka ocena opony. Wniosek: ee, nie jest tak źle!

7:00 – zapięłam rower!?

7:01 – nie no, na pewno zapięłam.

7:04 – może jakieś okno wychodzi na mój „parking”? nie?
Szkoda..

7:06 – muszę do toalety. Lecę do okna z lepszym widokiem na
„parking”.

7:07 – uspokój się W., zapięłaś!

12:36 – niedługo do domu! Tylko trzeba będzie dopompować to
koło.

12:55 – dziękuje, do widzenia, do zobaczenia! Gorączkowo
szukam w plecaku pompki. Jest!

12:59 – gotowe, to spadam do domu.

13:01 – %$#&*%, co z tym kołem!?

13:03 – świetnie, wprost cudownie! Na tym złomie nie da się
jechać..

13:04 – no to idę..

13:10 – tak, to nad wyraz miłe z pana strony, panie inny
rowerzysto, że nawet nie spytałeś, czy mi pomóc..

13:13 – dobra, moja wiara w ludzi upada.

13:24 – czy na tym wiadukcie musi tak wiaaaaać!?!?!?!

13:32 – mam już dość.

13:45 – o nie, mam pchać ten rower pod TAKĄ górę!? Mogłam go
zrzucić z wiaduktu..

13:46 – a jakbym go ukryła tu, w krzakach? I nigdy po niego
nie wróciła?

13:48 – menda jeszcze utrudnia mi wspinaczkę, co z tą oponą?

13:51 – home, sweet home! Rower na karnego jeżyka i obyśmy
się więcej nie zobaczyli!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.