Axotret II

Część pierwsza: Axotret

Powoli zbliża się czas definitywnego zakończenia leczenia mojej twarzy. Ponieważ zadowalający efekt osiągnęliśmy (ja i mój dermatolog) dość szybko, czas kuracji skrócił się do 7 miesięcy i tak oto, pod koniec sierpnia popiłam ostatnią brązową kapsułkę.

Co działo się od ostatniej notki? W sumie nic szczególnego :) W związku z nadejściem lata, upałów i dużego nasłonecznienia, Pan dr Jam Jest Jahwe obniżył dawkę do 20mg/dobę, dzięki czemu większość skutków ubocznych wyciszyła się i tak:

  • silne bóle głowy, czy stawów skroniowo-żuchwowych miały miejsce naprawdę sporadycznie i trwały raczej krótko
  • ustąpiły bóle odc. L, bóle w obrębie miednicy i ścięgien Achillesa więcej się nie powtórzyły
  • opisywane przeze mnie wcześniej sensacje (wrażenie, że się zaraz zemdleje, zawroty głowy i nudności, osłabienie) w momencie wystawiania organizmu na wzmożony wysiłek (lub doświadczenia zapachowe – świeżynki w autobusach i tramwajach..) jeszcze się zdarzały, również sporadycznie i były przeze mnie ignorowane :)

Co pozostało niezmienne, to: suchość skóry (wciąż nienawidzę Cetaphilu za konsystencje i kocham za działanie), suche wargi (niżej aktualizacja rankingu pomadek!), nietłuszczące się włosy (rekord niemycia głowy to tydzień – pewnie nie musiałabym ich myć przez całe wakacje, zakładając przy okazji niemałą hodowlę), mega długie gojenie się wszelkich ran, otarć, siniaki..no ofiara przemocy, jak nic. Dalej odczuwałam dyskomfort podczas jazdy samochodem, choć zaczęłam rozpoznawać twarze w ciemnościach. No i rosnące, jak na drożdżach włosy, ale to nadal budzi zastanowienie Pana doktora, wszak powinno być odwrotnie – powinnam tracić owłosienie, tymczasem zmniejszyły mi się zakola :D I love you, Axotret!

Niezmienna została także kwestia ochrony przed promieniowaniem UV. Właściwie takim codziennym rytuałem było wcieranie jakiegoś filtra – na takie zwykłe chodzenie po mieście SPF 15 lub 20, gdy spodziewałam się większej ekspozycji na słońce (chodzenie po mieście w południe, ubranie szortów/spódnicy/bluzki na ramiączkach) smarowałam się SPF 50 i generalnie zdało to egzamin. Nawet siedząc na Kaszubach nad jeziorem w słoneczny dzień, moja skóra miała się dobrze. Jedyne kuku, jakie sobie zrobiłam, to wypad na Rysy. Tam, w obliczu czystego nieba i lampy jak w solarium, 50tka nie dała rady.. bardzo nie dała rady :D Na szczęście spaliłam tylko przedramiona, nos, uszy i kawałek szyi, ale i tak było ciężko – bolało nawet gdy podczas chodzenia powietrze opierało się o moją skórę..

W trakcie kuracji miałam regularne badania krwi, które wskazywały, że mój organizm nie szczególnie przejął się obecnością izotretynoiny, na ostatniej wizycie (wrzesień) także dostałam skierowanie na badania, ale nie spodziewam się niczego poza: wszystko jest w porządku. Porozmawialiśmy także z Dr Jam Jest Jahwe o moich odczuciach związanych z kuracją (jak co wizyta, z resztą) i saunie. Mam odpowiedź na swoją wątpliwość: podczas stosowania izotretynoiny NIE należy korzystać z sauny. Zostałam także poproszona o wstrzymanie się przez kolejne tygodnie z zabiegami typu peeling itp. Doktor pytał także, co dalej chcę robić z twarzą (przyznaję, wcięło mnie, bo co niby miałabym z nią jeszcze robić?), stanęło na walce z przebarwieniami po trądziku (choć to głównie plecy, dekolt i ramiona). Ale to w listopadzie.

Obiecałam wyżej aktualizację rankingu pomadek do ust. Dotychczas moim nr 1 była tajemnicza pomadka w granatowym opakowaniu (Almirall?), a raczej zbliżone do niej, stosowane bez umiaru pomadki z Carrefour’a. Zużywałam około 1 sztyftu tygodniowo, więc nie bawiłam się w inwestycje typu Carmex (choć charakterystyczne mrowienie po użyciu tego produktu pewnie by mnie zabiło). Raz z musu kupiłam pomadkę Nivea Oliwka i Cytryna i było to chyba najlepiej wydane 8zł! Co prawda używałam jej już w ostatnich dniach kuracji, ale skończyła się dopiero tydzień temu, więc starczyła na nieco więcej, jak tydzień. Obecnie używam sztyftu Beauty Kiss Milk&Honey, kupionej za 14 koron w praskim INTERSPARze :D Usta mam w bardzo dobrym stanie, pomału wracam do używania zapomnianych już przeze mnie błyszczyków i pomadek ^^

Jedyne, co mnie drażni po odstawieniu leku, to zbyt przetłuszczające się włosy. Zaczęło się jakiś tydzień temu, więc jeszcze nie miałam okazji zgłosić tego Doktorowi, ale mycie włosów prawie codziennie to lekka przesada, szczególnie jak się ma ich tyle, co ja ;p

To tyle wieści ze świata pacjenta (swoją drogą, dalej lepiej się czuję po drugiej stronie tej relacji..), zauważyłam, że w przeciągu ostatniego tygodnia powalająca część wizyt na moim blogu składana była przez osoby szukające informacji o Axotrecie u Wujka Gógla. Mam nadzieje, że ta i poprzednia notka pozwoliły znaleźć odpowiedź na nurtujące Was pytania, a jeśli nie, piszcie :)

Afrodyzjaki

Ona. Wchodzi do ogromnego gmachu jakieś tam istotnej, lecz
kompletnie jej nieznanej firmy, otoczona przeszklonymi ścianami i mnóstwem jasnego
marmuru. Jedzie windą na X piętro na przypadkowe spotkanie z Nim, facetem w
średnim wieku, po którym wieku tego nie widać (w sensie, że o siebie dba),
biedne zahukane brzydkie kaczątko. I kończą w łóżku, choć tego jedynie się
domyślam, bo lekturę książki, której fabułę streściłam powyżej, przerwałam w
momencie przetransportowania się brzydkiego kaczątka na odpowiednie piętro.

Kolejna książka, kolejna historia, która zwraca uwagę na
pewien określony typ mężczyzny wzbudzającego zainteresowanie kobiet. Dojrzały,
koło 40stki, zadbany i dobrze ubrany, jeszcze lepiej – dziany i na znaczącym
stanowisku. W skrócie: taki, który osiągnął stabilizację (na wielu
płaszczyznach życia). I nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu tego typu
historie to nic innego, jak kontynuacja pochłanianych w dzieciństwie powieści o
księciu na białym rumaku, ihaaa! Nie byłoby, gdyby nie natężenie z jakim
spotykam się z takim schematem. Może to przypadek i takie po prostu trafiają mi
się książki, a może klasyczne opowiadania miłosne z umazanym hydraulikiem w
roli głównej odeszły w niełaskę? Wolimy nakręcać się panami w dobrze skrojonych
garniturach (o jeszcze lepiej wyrzeźbionych klatach), niż tymi samymi panami z
kluczem francuskim w jednej, a uszczelką w drugiej ręce? Wzięłam hydraulika, bo
przywodzi mi na myśl spoconego mężczyznę, takiego z żądzą posiadania w oczach i
niesfornymi kosmykami opadającymi na czoło – porównanie do człowieka
pierwotnego, a więc pierwotnych instynktów reprodukcyjnych. Czy hydraulik jest
teraz zbyt niechlujny?

A może atrakcyjność panów pod krawatem jest związana z ich
obyciem? pewnością siebie? Czy mężczyzn z książek/filmów/naszych fantazji
cechuje wysoka kultura osobista? Tak. Wydają się być bardzo opanowani,
jednocześnie bystrzy i ciekawi świata, a nie wycofani? Oł jes. Można by pewnie
wymieniać w nieskończoność co istotniejsze dla danej kobiety cechy ich
charakterów, wzorce zachowania itd. Hydraulik nie będzie się bawił w
wysublimowany flirt, tylko spyta wprost,
czy może przetkać twoje rury
.. Czy zatem mężczyzna w dzisiejszych czasach
musi oferować kobiecie, obok oczywistych atrybutów,
charakter wzbudzający jej podziw?